Porto Vromi jest zupełnie inne niż reszta plaż Zakynthos. Zamiast rozległego pasa piasku z rzędami leżaków, trafiasz tu na wąski korytarz wodny wcięty głęboko między pionowe klify porośnięte gdzieniegdzie kępami zieleni. Woda ma intensywny szmaragdowy odcień i jest wyraźnie chłodniejsza niż na plażach południa, bo do zatoki uchodzą zimne podwodne źródła. Klimat jest surowy, dziki i kompletnie inny od tego, co kojarzysz z grecką wyspą. I właśnie to sprawia, że warto tu przyjechać.
Na jednym z klifów otaczających zatokę, widocznym wyłącznie od strony morza, natura wyrzeźbiła formację skalną, która przy odpowiednim kącie padania światła wygląda niemal jak ludzki profil. Lokalni rybacy od pokoleń mówią, że to twarz Posejdona, boga mórz, który z groźną miną strzeże wejścia do portu. To jeden z tych drobiazgów, na które większość turystów wsiada do łodzi nie wiedząc, a potem kaptanie wskazują go palcem i wszyscy zaczynają szukać go wśród skał. Kiedy go znajdziesz, trudno go potem odzobaczyć.
Porto Vromi ma jeszcze jedną cechę, która zaskoczyła niejednego snorkelera. Dno w zatoce opada bardzo gwałtownie, zaledwie kilka metrów od brzegu robi się naprawdę głęboko. Ci, którzy nurkują z maską wzdłuż nadbrzeżnych skał, natrafiają na dnie na stare kotwice, fragmenty silnika, opony i inne pozostałości po statkach i łodziach cumujących tu przez dziesięciolecia. To niezamierzone podwodne muzeum, które nigdy nie było planowane jako atrakcja.
Strategiczne położenie Porto Vromi sprawia, że to właśnie stąd wypływa większość łodzi do Zatoki Wraku. Rejs trwa około 30 minut i jest najkrótszą drogą do Navagio ze wszystkich portów na wyspie. Oprócz zorganizowanych wycieczek, lokalne wypożyczalnie oferują małe motorówki bez konieczności posiadania patentu, co daje możliwość samodzielnego zwiedzania dzikiego wybrzeża, wpływania do ukrytych grot i cumowania w pustych zatoczkach niedostępnych z lądu.
Porto Vromi składa się z dwóch oddzielnych zatoczek, a to, co na mapie wygląda jak jeden punkt, w rzeczywistości oznacza dwa zupełnie inne miejsca. Do każdego prowadzi osobna droga, jedna z wioski Anafonitria, druga z Maries. Obie kończą się przy morzu i nie łączą się ze sobą, bo rozdziela je pionowy klif opadający wprost do wody. Co więcej, z jednej drogi widać drugą, odległą dosłownie o kilkadziesiąt metrów, ale przejść między nimi ani lądem, ani wpław nie jest blisko. Jeśli masz opłacony rejs z konkretnego nabrzeża, upewnij się wcześniej, z której strony odpływasz, bo pomyłka kosztuje kilkadziesiąt minut drogi w tę i z powrotem po wąskich, krętych górskich drogach.